Jeść czy nie jeść?

Zauważyliście niechybnie, że prowadzona jest intensywna kampania informacyjna na temat zanieczyszczenia środowiska, a szczególnie środowiska morskiego. Różni ludzie podchodzą do tej problematyki w rozmaity sposób. Jedni nie przejmują się tym zupełnie, inni wpadają w panikę głosząc rychłą zagładę życia na Ziemi. Chciałbym znaleźć się pomiędzy tymi skrajnościami, bo jestem pewien że to tylko etap w historii życia na Ziemi, choć smutkiem napełnia mnie każda wieść o ginących ekosystemach. No i wstyd mi, że należę do gatunku który się do tego zamieszania przyczynił. Ale skoro już o naszym gatunku mowa, chciałbym przyłączyć się do rozpowszechnienia świadomości, że owe destrukcyjne działania i zaniedbania najsilniej uderzają w nas. Możecie przeczytać o tym także we wcześniejszych wpisach [1] [2] a dzisiejszy na pewno nie jest ostatnim.

Dioksyny, Polichlorowane dibenzofurany (PCDF) i podobne do dioksyn polichlorowane bifenyle (ld-PCB)* to grupy związków o zróżnicowanej toksyczności, ale normy bezpieczeństwa są ustalone dla najbardziej niebezpiecznych odmian. Są bardzo trwałe i występują w środowisku od powietrza po glebę, a koncentracja ich w produktach spożywczych jest niewysoka, choć powszechna (mleko, jaja, mięso, w mniejszym stopniu produkty z roślin oleistych). Nie należy jednak sądzić, że ich występowanie jest skutkiem jedynie działalności człowieka. Głównym źródłem dioksyn w środowisku są pożary lasów, ale dl-PCB i PCDF są wyłącznie dziełem cywilizacji. W przypadku ryb hodowlanych zanieczyszczenie wynika przeważnie z technologii produkcji karmy dla akwakultur; głównie rafinacji oleju rybnego z gatunków nie spożywanych przez człowieka. Bardziej rygorystyczny nadzór nad produkcją pasz spowodował stałe obniżanie się stężenia dioksyn i dl-PCB w czasie ostatnich dwóch dekad. Obniżeniu zawartości substancji toksycznych sprzyja też konsekwentne zwiększanie udziału w paszy olejów roślinnych, choć ta praktyka pociąga za sobą obniżenie wartości zdrowotnej mięsa hodowanych ryb.

Rzecz jednak nie sprowadza się jedynie do akwakultur.

Kilka lat temu w Szwecji opublikowano oficjalne ostrzeżenie przed jedzeniem tłustych dzikich ryb bałtyckich takich jak śledzie i łososie, ze względu na poziom zanieczyszczenia dioksynami i dl-PCB. Wedle tych wskazań kobiety ciężarne, planujące ciążę oraz dzieci i młodzież powinny ograniczyć spożycie tych ryb do minimum (kilka razy w roku). Poziom tych zanieczyszczeń nie jest jednak alarmujący, skoro dla pozostałych grup ludności dopuszczono spożycie nie częściej niż raz w tygodniu. Źródłem są zanieczyszczenia odprowadzane rzekami oraz spadające wraz z deszczem. W raporcie KE z 2012 podkreślono przekroczenie norm w mięsie węgorzy oraz w suplementach diety, czyli tranie.

Niekorzystne działanie na zdrowie ludzkie może wynikać z przewlekłej ekspozycji na duże stężenie dioksyn i PCB, ale ryzyko jest nieistotne jeśli przyjmowane dawki mieszczą się poniżej poziomu krytycznego. Ocena ryzyka wchodzi w zakres obowiązków takich organizacji jak WHO, Europejskie Biuro ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) oraz krajowe władze zajmujące się bezpieczeństwem żywności. Organizacje te opracowują (często niezależne od siebie, co wprowadza zamieszanie) stanowiska dotyczące problemów związanych z bezpieczeństwem żywności, oparte o konsultacje z szerokimi gronami ekspertów i komitetów naukowych. Wydają one również przewodniki dotyczące procesów oczyszczania oraz zalecanego spożycia, stale weryfikowane, co pozwala konsumentom cieszyć się korzyściami płynącymi ze spożycia określonych produktów spożywczych przy utrzymaniu bezpiecznych poziomów spożycia substancji toksycznych. Limit WHO określa bezpieczny poziom (PCDD/PCDF/dl-PCB**) w kilogramie produktu na 6,5 nanograma ( 6,5 x 10-9g) oraz miesięcznego spożycia tego koktajlu do 70 pikogramów (70 x 10-12g) na kilogram masy ciała***. Oznacza to, że osoba ważąca 70kg może bezpiecznie jeść miesięcznie 3/4kg ryby zawierającej maksymalną dopuszczalną dawkę (MDD). Jak to ma się do rzeczywistości? W raporcie PIW za ubiegły rok stwierdzono brak przekroczeń w mięsie ryb zarówno hodowlanych jak i dzikich bałtyckich, a średnia zawartość badanych związków nie przekraczała 46% dopuszczalnej wartości. Najgorzej pod tym względem prezentuje się mięso owiec, koni i strusi.

Biorąc pod uwagę przeciętne spożycie ryb w Polsce rzędu kilograma miesięcznie na osobę – nie mamy powodów do obaw, chociaż z bałtyckimi rybami trzeba mieć się na baczności. Tutaj znajdziecie praktyczny przewodnik pokazujący jak duże porcje wybranych gatunków można bezpiecznie pochłaniać.

cummulative_toxin_locations_in_fish
W produktach rybnych należy szczególnie unikać tłustych części ciała i skóry. Polecam broszurkę z której pochodzi zdjęcie.

* dl-PCB, czyli polichlorowane bifenyle (podobnie jak DDT) są substancjami zakazanymi w handlu i użyciu od 40 lat, jednak dzięki ich trwałości są nadal wykrywalne w środowisku.

** PCDD/PCDF/ dl-PCB – sumarycznie ujęty koktajl, którego zawartość w produktach określa się obok szczegółowych indeksów dla: PCDD – tetrachlorodibenzodioksyna; PCDF – Polichlorowane dibenzofurany; dl-PCB – dioksynopodobne polichlorowane bifenyle. Wszystkie te związki mają działanie rakotwórcze, zaburzają działanie enzymów wątrobowych, metabolizm węglowodanów i tłuszczy, równowagę oksydacyjną. Mają także wpływ na układ hormonalny, a ekspozycja w życiu płodowym sprzyja wystąpieniu bezpłodności.

***Wiktor Juszczenko w wyniku zamachu – zatrucia dioksynami – miał blisko tysiąckrotnie większe stężenie dioksyn we krwi.

Tomasz Kijewski

Jeśli chcesz wiedzieć więcej:

Berntssen M.H. i inni: Carry-over of dietary organochlorine pesticides, PCDD/Fs, PCBs, and brominated flame retardants to Atlantic salmon (Salmo salar L.) fillets.; Chemosphere 2011
Cao Y. i inni: Dioxin-like polychlorinated biphenyls in marine fish from Shandong, China, and human dietary exposure.; Food additives & contaminants 2018
Fernandes A.R. i inni: Occurrence and spatial distribution of chemical contaminants in edible fish species collected from UK and proximate marine waters.; Environment International 2018
Mazzoni M. i inni: Trophic transfer of persistent organic pollutants through a pelagic food web: The case of Lake Como (Northern Italy); The Science of the Total Environment 2018

Raport MIR: Dioksyny w rybach i przetworach rybnych

Badania prowadzone przez Inspekcję Weterynaryjną

Advertisements

Moda na piątek

Troszeczkę dobrego stylu na ciepłe dni. Buty mają swoją historię albowiem zaprojektował je Andre Perugia w 1930 roku.
Dzieło sztuki. Niemal.

Andre Perugia 1930
Żródło: Pinterest

Ryba z piekła rodem

Wydaje się całkiem prawdopodobne, że obecne upały stanowią preludium do gorącego lata. Takie warunki stwarzają zagrożenie dla wielu gatunków, ale bohater dzisiejszej notki lubi takie warunki.

 

Karpieniec diabli, Cyprinodon diabolis, to prawdziwy twardziel. Ta niepozorna, żwawa rybka, dorastająca do 3cm spędza całe swoje dwunastomiesięczne życie w rejonie, który trudno podejrzewać o bogactwo ichtiofauny. Karpieniec diabli żyje bowiem w Newadzie, w miejscu zwanym Devil’s Hole (chyba stąd nazwa rybki, bo wygląda bardzo przyzwoicie) na pustyni Amargosa, kilka strzałów z łuku od sławnej Doliny Śmierci. Jest uważany za najbardziej odizolowany gatunek ryb na Ziemi.

I chociaż na brak ciepła w tej okolicy nie ma co narzekać, środowiskiem zasiedlanym przez ten gatunek jest źródło termalne, w którym woda pozostaje w stałej temperaturze 33-34 stopni. Rzecz jasna, w głębszych rejonach źródła temperatura jest wyższa, ale dopiero 43 stopnie stanowią górną granicę tolerancji tych ryb. To drugi rekord.

Jak możecie przeczytać tutaj, rozpuszczalność tlenu w wodzie maleje ze wzrostem temperatury. Karpieniec jest odporny na brak tlenu wykorzystując ten sam mechanizm co nasze karasie pod lodem. Gdy robi się duszno, pozyskuje energię z przemiany glikogenu w alkohol.

Kolejny rekord dotyczy zasięgu występowania tego gatunku, bowiem obszar przezeń zajmowany wynosi około 20 metrów kwadratowych. Owszem, znalazłem także informację, że ryby te spotykano na oszałamiającej przestrzeni 68 metrów kwadratowych, ale wciąż tylko w jednym i tym samym termalnym źródle. Zresztą z opisu wynika, że do większości z tych 68 metrów rybki tylko zapływają, gdyż jest tam za ciepła woda.

Rozumiecie: Obszar Występowania Całego Gatunku!

DevilsHole NPS photo Kurt Moses
Pracownicy Służby Parków  Narodowych podczas badań tego niezwykłego siedliska.  © Kurt Moses

 

Niektórzy twierdzą, że C. diabolis zamieszkuje to niegościnne środowisko nawet od 60tys lat, inni wiążą pojawienie się rybki ze zmianami warunków hydrologicznych pod koniec ostatniego zlodowacenia 11 tys. lat temu, a jeszcze inni głoszą, że tak mała populacja nie miałaby szans trwać dłużej niż parę tysięcy lat. Genetycy mogą dyskutować do upadłego na ten temat, bo ocena wieku populacji wynika ze stopnia zróżnicowania genetycznego i jest tym bardziej precyzyjna im liczniejsza jest populacja oraz badana próba. Tymczasem liczebność tego gatunku waha się dość mocno, od ponad 500 osobników do niespełna 40 wywołując irytację u genetyków, a u ekologów stany euforii i apatii na przemian. Na dodatek tempo mutacji które akumulują się u tego gatunku jest podwyższone, więc genetycy muszą bardzo ostrożnie i niemal po omacku dobierać parametry do swoich kalkulacji.

Wobec tej dynamiki populacji i wrażliwości na powodzie, deszcze oraz ruchy sejsmiczne, C. diabolis uznany jest za gatunek krytycznie zagrożony, a okolica jego występowania znajduje się pod szczególna ochroną. To znaczy ogrodzona jest siatką.

devils hole cyprinodon © Dan Suzio

devils hole cyprinodon
Rezerwat specjalny Devil’s Hole. © Robert Shallenberger/U.S. Fish and Wildlife Service

 

Ichtiolodzy próbowali także hodować karpieńca diablego w akwariach, jednak nie udało się doprowadzić do rozrodu. Lepsze efekty uzyskano krzyżując karpieńce z pokrewnymi gatunkami, ale jak się zastanowić – gdzie jest sens biologiczny takich działań?

Tomasz Kijewski

Jeśli chcesz wiedzieć więcej:

Dzul M.C. i inni: Identifying sources of error in surveys of devils hole pupfish (Cyprinodon diabolis); The Southwestern Naturalist 2012

Heuton M. i inni: Paradoxical anaerobism in desert pupfish; Journal of Expewrimental Biology 2015

Martin C.H., Höhna S: New evidence for the recent divergence of Devil’s Hole pupfish and the plausibility of elevated mutation rates in endangered taxa; Molecular Ecology 2018

Reed J.M., Stockwell C.A.: Evaluating an icon of population persistence: the Devil’s Hole pupfish; Proceedings. Biological Sciences 2014

Sağlam İ.K. i inni: Phylogenetics support an ancient common origin of two scientific icons: Devils Hole and Devils Hole pupfish; Molecular Ecology 2016

Karaś na bani

Troszeczkę dla ochłody, a troszeczkę w powiązaniu z notką, która pojawi się za chwilę, przypominam wpis, który ukazał się tuż przed założeniem bloga na Wordpress.

Popularne w domowych akwariach i ogrodowych stawach złote karasie (Carassius auratus), podobnie jak ich dziki krewny karaś pospolity (C. carassius), wykazują się pewną niezwykłą cechą, co może ucieszyć mniej dbałych właścicieli akwariów lub sadzawek. W skrajnie zamulonej wodzie lub pod lodem, gdy dla innych ryb jest morderczo jest za mało tlenu, karasie radzą sobie co najmniej nieźle. Jeżeli zmagazynowały odpowiednio duży zapas energii pod postacią glikogenu*, są w stanie przetrwać w warunkach skrajnego deficytu tlenu nawet 5 miesięcy bez uszczerbku na zdrowiu. Fenomen ten zadziwiał ichtiologów i biochemików przez długie lata, aż wreszcie został rozwiązany przez naukowców z Uniwersytetów w Oslo, Liverpool i Lillehammer. Stwierdzili oni funkcjonowanie u karasi unikalnego mechanizmu przemiany beztlenowej, w którym zamiast kwasu mlekowego powstaje dużo bezpieczniejszy i przede wszystkim łatwiejszy do usunięcia z organizmu – etanol. Odkryciu towarzyszyła konstatacja, że w warunkach beztlenowych karasie mają poziom etanolu rzędu 0,3 promila. Otwiera to nową ścieżkę badań biochemicznych w kierunku wyjaśnienia jak to się dzieje, że ryby te nie doświadczają syndromu alkoholowego. Póki co zaobserwowano tylko, że będąc pod wpływem pływają wolniej.

Cóż za wspaniały wynalazek natury – wystarczyłoby na dłuższą chwilę wstrzymać oddech, jak w niektórych praktykach medytacyjnych. Ale niestety, nie każdemu to dane. Karasiom ten szczęśliwy szlak metaboliczny przydarzył się około 8 milionów lat temu, w czasach gdy rozchodziły się linie ewolucyjne karasia i karpia. Wtedy doszło do zdublowania genomu tych ryb, co dla większości zwierząt jest nieosiągalne. Znaczna część dodatkowego materiału genetycznego została przy tym wyzwolona spod porządkującej presji selekcyjnej i w ogólnym bałaganie doszło do powstania tego przystosowania na bazie powszechnych enzymów rozkładających alkohol.

* Takie przypomnienie z biochemii: Glikogen jest podstawowym materiałem zapasowym w organizmach zwierząt. Jego przemiana w normalnych warunkach prowadzi do uwalniania glukozy i utlenienia jej do dwutlenku węgla i wody z wydzieleniem energii. W warunkach deficytu tlenu podczas tych przemian powstaje kwas mlekowy, którego działanie w niewielkich dawkach poznał chyba każdy. Większe dawki są zabójcze.

Tomasz Kijewski

Na zdjęciu złoty karaś w jednej z dziwniejszych wersji hodowlanych. Nie wierzcie gdy ktoś powie, że ryba wstrzymuje oddech w celach rozrywkowych.  © Lerdsuwa via Wikimedia Commons // GFDL, CC-BY-SA

Jeśli chcesz wiedzieć więcej:

C.E. Fagernes: Extreme anoxia tolerance in crucian carp and goldfish through neofunctionalization of duplicated genes creating a new ethanol-producing pyruvate decarboxylase pathway; Nature Scientific reports; 2017

Plastic is not fantastic

Rocznie na świecie produkuje się 315 mln ton tworzyw sztucznych, z czego 9% poddawane jest recyklingowi, 12% ulega spaleniu 40% trafia na wysypiska śmieci, a reszta do środowiska, czyli prędzej czy później do oceanu. W przypowierzchniowej warstwie oceanów dryfują setki milionów ton plastiku. Od sieci rybackich i gumowych kaczuszek przez skrzynki, foliowe torebki aż po mikrogranulki z kosmetyków oraz mikrowłókna z legginsów i ściereczek. A docierają wszędzie, nie tylko tworząc tzw. siódmy kontynent – matę ze śmieci o powierzchni 3,4mln km2 pośrodku północnego Pacyfiku, gdzie powstał swoisty plastikowy ekosystem. Przykrywają liczne plaże, opadają na dno Rowu Mariańskiego, są dosłownie wszędzie. Obliczono, że przy takim gospodarowaniu tworzywami, ich masa w oceanach przekroczy masę ryb już w roku 2050.

plastic megafauna
Zdjęcie pochodzi z bloga Microplastics & Megafauna

Niestety ich wpływ na środowisko nie sprowadza się jedynie do względów estetycznych. Zaplątywanie się zwierząt także jest marginalnym, chociaż bardzo medialnym problemem. Te śmieci ulegają powolnemu rozpadowi na coraz drobniejsze elementy. A ledwie widoczny gołym okiem kawałek plastiku, często porośnięty glonami, prawie na pewno zostanie połknięty przez jakąś morską istotę*. Już sama obecność kawałków plastiku w przewodzie pokarmowym sprzyja niedożywieniu, problemom gastrycznym i stanom zapalnym, ale to nie wszystko. Połknięte plastiki zamiast wartości odżywczych uwalniają substancje, których żywa istota ani się spodziewa, ani sobie życzy. Takimi substancjami są na przykład bisfenole (BPA, BPS, BPF).

plastic_Oona Lonnstedt
Larwa okonia nażarta drobnymi kuleczkami polistyrenu. Fotografia pochodzi z publikacji Lönnstedt O.M., Eklöv P.: Environmentally relevant concentrations of microplastic particles influence larval fish ecology; Science 2016. Tej pracy poświęciłem dwa lata temu dwie notki, które niebawem przypomnę w edycji wordpress.

Bisfenole zawierają wykonane z twardego plastiku kubki, talerze, rękawy do pieczenia, folia spożywcza, torebki z ryżem lub kaszą, sklepowe paragony itd. Puszki z żywnością pokryte są wewnątrz żywicą epoksydową, która również zawiera bisfenole. Substancje te są uwalniane podczas podgrzewania, mechanicznych obciążeń lub mycia detergentami. Trwałe cząsteczki bisfenoli są szeroko rozpowszechnione w środowisku i łatwo wchłaniają się zarówno drogą pokarmową, jak i przez skórę. Kumulują się w wątrobie, mięśniach i przede wszystkim w tkance tłuszczowej, więc zjadane mięso ryb patroszonych wcale nie musi być od nich wolne, choć owoce morza nie są głównym źródłem tych substancji w ludzkiej diecie. A związki te sprzyjają występowaniu nowotworów i chorób serca, wpływają na obniżenie płodności i stymulują powstawanie tkanki tłuszczowej.

Wpływ bisfenoli na zdrowie odbywa się poprzez zaburzenie procesu regulującego działanie genów. Liczne cząsteczki chemiczne w komórkach wpływają na to, które geny będą włączane, a które wyłączane. W naturalnych warunkach te systemy regulacji sprawiają, że wszystkie istotne procesy przebiegają w równowadze, właściwym miejscu i czasie. Tymczasem substancje takie jak bisfenole, naśladując cząsteczki regulatorowe wprowadzają bałagan zarówno w czasie rozwoju zarodkowego, jak i w dorosłych organizmach.

Jednym z takich działań jest powstrzymywanie sygnałów hamujących powstawanie tkanki tłuszczowej, która dzięki temu rozrasta się**. Ten proces prowadzi do chorób metabolicznych nękających społeczeństwa na całym świecie. W badaniach na rybach udowodniono, że z ikry jednorazowo wystawionej na działanie bisfenoli wylęgają się osobniki o obniżonej płodności i zmienionym metabolizmie cholesterolu, a efekt ten utrzymuje się przez całe ich życie, a nawet u ich potomstwa. U larw ryb zaobserwowano także zmiany ekspresji genów zaangażowanych w rozwój układu nerwowego, a w szczególności systemu dopaminy i serotoniny. U podstaw tych zjawisk leży trwałe oznakowanie określonych genów, przez co ich ekspresja ulega zmianie i zmienia się także metabolizm oraz procesy różnicowania komórek zarodkowych. W podobny sposób, poprzez zmianę ekspresji genów, bisfenole wpływają na gospodarkę hormonalną, chociaż głównym trybem ich oddziaływania jest naśladownictwo żeńskich hormonów płciowych. W ten sposób bisfenole zaburzają procesy związane z płodnością zarówno u ryb, bezkręgowców jak i ludzi.

Na pocieszenie warto dodać, że opracowano technologie oczyszczania oceanów z tych śmieci. Są to pływające autonomiczne pojemniki z sitami, które patrolują okolicę, a po napełnieniu dostarczają ładunek do równie autonomicznych barek. Powstał też projekt przetwarzania tych śmieci w olej napędowy jeszcze na statku. Jednak wydajność jednej takiej przetwórni pozwoliłaby oczyścić oceany w ciągu, bagatela, 50 tysięcy lat. O ile nie przybędą nowe śmieci.

Dobra, nie wyszło mi z tym pocieszeniem.

* Pewnie wcale nie chcieliście dowiedzieć się, że małże, krewetki czy anchois, zjadane przez ludzi wraz z wnętrznościami, dostarczają minimalnych lecz niepożądanych porcji tworzyw sztucznych.

** Nie chodzi jedynie o „nadymanie się” komórek tłuszczowych, ale o zwiększanie ich liczby, co jest zjawiskiem bardziej niepożądanym, gdyż każda, nawet zdrowa, komórka tłuszczowa wysyła sygnały chemiczne nakręcające spiralę otyłości.

Tomasz Kijewski

Zdjęcie w nagłówku zostało nagrodzone w konkursie Wildlife Photographer of the Year Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. Autorem jest Justin Hofman.

Jeśli chcesz wiedzieć więcej:

Boucher J.G. i inni: Bisphenol A and Bisphenol S Induce Distinct Transcriptional Profiles in Differentiating Human Primary Preadipocytes; PLOS One 2016

Foley C.J. i inni: A meta-analysis of the effects of exposure to microplastics on fish and aquatic invertebrates; Science of The Total Environment 2018

Gertz J. i inni: Genistein and bisphenol A exposure cause estrogen receptor 1 to bind thousands of sites in a cell type-specific manner; Genome Research 2012

Herrero Ó. i inni: The BPA-substitute bisphenol S alters the transcription of genes related to endocrine stress response and biotransformation pathways in the aquatic midge Chironomus riparius (Diptera, Chironomidae); PLOS One 2018.

Jin SooChoi i inni: Toxicological effects of irregularly shaped and spherical microplastics in a marine teleost, the sheepshead minnow (Cyprinodon variegatus); Marine Pollution Bulletin 2018.

Karami A. i inni: Microplastics in eviscerated flesh and excised organs of dried fish; Scientific reports 2017.

Zhang-Hong Ke i inni: Bisphenol A Exposure May Induce Hepatic Lipid Accumulation via Reprogramming the DNA Methylation Patterns of Genes Involved in Lipid Metabolism; Scientific Reports 2016.

XI sopocki dzień nauki

Zapraszamy na Sopocki Dzień Nauki pt. A morze bez plastiku? Wydarzenie pod patronatem Prezydenta Sopotu, odbędzie się 26 maja 2018 roku, na Placu Przyjaciół Sopotu, w godzinach od 10:00 do 15:00.

 

Co roku, do mórz i oceanów trafiają ogromne ilości plastikowych śmieci, które stanowią zagrożenie dla morskich ekosystemów. Oczyszczenie środowiska z tych śmieci jest zadaniem trudnym, ale kluczowym dla ludzkości, i dlatego chcemy wspólnie z Wami porozmawiać o tym problemie, oraz pokazać co samemu możemy zrobić aby szybko i skutecznie zmniejszyć dalszy napływ plastiku do oceanów.

Na naszych stoiskach zaprezentujemy aktualny stan wiedzy na temat środowiska Bałtyku. Poprowadzimy interaktywne pokazy filtrowania zawiesiny z wody morskiej i przedyskutujemy jej znaczenie w ekosystemie morskim, z uwzględnieniem problemu obecności plastiku w wodzie morskiej.

Zaprezentujemy akwarium z żywymi bałtyckimi organizmami, dzięki któremu uczestnicy będą mogli zapoznać się z różnymi gatunkami fauny i flory Zatoki Gdańskiej.

Pokażemy jaki wpływ mają substancje pochodzące z plastiku na układ pokarmowy skorupiaków wodnych oraz preparaty histologiczne z gonad ryb eksponowanych na związki estrogenne.

Uczestnicy wydarzenia będą mogli samodzielnie przeprowadzić mechaniczną degradację opakowań plastikowych i zobaczyć jak powstają mikrocząstki w warunkach naturalnych.

Za pomocą prostych eksperymentów zaprezentujemy jak odróżnić rodzaje plastiku, jakie są jego właściwości i jak się z nim obchodzić by nie zagrażał naszemu zdrowiu. Pokażemy jak rozpoznać mikroplastik w kosmetykach oraz jak prostymi sposobami wykonać ich naturalne odpowiedniki.

Zajmiemy się recyklingiem, pokazując jak w można wykorzystać przedmioty plastikowe codziennego użytku do stworzenia nowych rzeczy: pojazdów, zwierząt, rzeczy do domu lub ogrodu. Zaprezentujemy prace uczennic i uczniów trójmiejskich szkół przygotowane w ramach warsztatów.

Ponieważ skażone środowisko naturalne, oraz zbyt duża doza plażowania, mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia, w ramach profilaktyki chorób sercowo-naczyniowych, zapraszamy na bezpłatny pomiar profilu lipidowego oraz ciśnienia tętniczego krwi. Będzie można także zapoznać się z technikami ratunkowymi w ramach pierwszej pomocy.

Wszystkie zajęcia i pokazy będą interaktywne, przygotowaliśmy wiele gier i zagadek, oraz dwa wyjścia na plażę, o 11:00 oraz 13:00 w celu obserwacji i zebrania plastikowych zanieczyszczeń z plaży.

 

A zatem, widzimy się 26 maja w Sopocie!

Piszczałka

Przedstawiciel rodzaju Synodontis, giętkoząb cętkowany był jednym z bohaterów poprzedniej notki. Dziś macie okazję poznać innych przedstawicieli tego rodzaju, którzy wyróżniają się nieszablonowymi rozwiązaniami ewolucyjnymi. Ale najpierw trzeba wyjaśnić kwestię nazewnictwa, bo polska nazwa wydaje się nieadekwatna. Ich zęby są twarde i ustawione w gęstą szczoteczkę, jak u wielu sumów.

synodontis zęby scotcat com
Zęby synodonta. Żródło: www.scotcat.com

Łacińskie słowo „synodontis” oznacza natomiast piszczałkę i to określenie, naśladowane zresztą w języku angielskim „squeaker catfish” jest jak najbardziej adekwatne. Te ryby są dosyć głośne. Jednak piszczące dźwięki nie są wydawane przy zaangażowaniu pęcherza pławnego, jak to bywa u innych ryb, a dzięki pocieraniu płetw piersiowych o specjalne bruzdy na brzuchu. To dla nich sygnał alarmowy „drapieżnik” i ogólny objaw zdenerwowania. Chociaż wiadomo, że te ryby nie opiekują się ikrą, uważa się, że te ćwierkające dźwięki służą w dużej mierze ostrzeganiu narybku przebywającego w okolicy. Nie jest to unikalna cecha (nawet jeśli pominąć świerszcze), bo podobny sposób komunikacji zaobserwowano także u innych sumów, np. Ictalurus punctatus, o którym krótka wzmianka znajduje się tutaj.

Jednak wśród giętkozębów wykształcił się dodatkowy kanał komunikacyjny, z którym mieliście do czynienia w innej notce. Na swój własny użytek giętkozęby wyewoluowały sobie system komunikacji elektrycznej. Jest to specjalnie wykształcony mięsień na grzbiecie, który emituje łagodne impulsy elektryczne, chociaż jak dowodzą badacze tych ryb, organ elektryczny w ich przypadku jest ewolucyjnie odmienny od tych które są u elektrycznych węgorzy. Tę właściwość zyskał bowiem mięsień, który u innych ryb służy do wprawiania pęcherza pławnego w wibracje, czyli do klasycznego sposobu komunikacji akustycznej ryb.

synodontis_schoutedeni_ JJphoto
Synodontis_schoutedeni piszczący giętkoząb. © JJPhoto

 

Innym dziwakiem jest giętkoząb czarnobrzuchy Synodontis nigriventris. Wyróżnia się on odstępstwem od jednej z bardziej oczywistych cech budowy zewnętrznej ryb jaką jest gradient ubarwienia. Czy ryba żyje w mulistych jeziorach, czy w krystalicznej wodzie; grzbiet ma ciemny a brzuch jasny. Dzięki temu zarówno oglądana z góry jak i z dołu, wpasowuje się zgrabnie w naturalny rozkład światła. Leżące na dnie flądry, przepraszam – płastugi, mają dolny bok zupełnie bialutki, górny zaś dopasowują do kolorystyki otaczającego dna niczym kameleony. Ryby żyjące w batialu, na granicy oceanicznego wielkiego mroku, nawet podświetlają sobie brzuchy by od spodu być bardziej niewidzialne. A Synodontis nigriventris nie. Ta rybka ma ciemny brzuch i jasny grzbiet. Giętkoząb czarnobrzuchy jest niewielką rybą dorastającą do 10cm i pochodzi z dorzecza rzeki Kongo. Spotykany jest także w akwariach. Ewolucyjny oportunizm przodków tej ryby sprawił, że zachowuje się dość dziwnie jak na rybę, a w szczególności na suma. Otóż, pradawne giętkozęby jeszcze-nie-czarnobrzuche zauważyły zasobną niszę pokarmową na powierzchni wody. Mniej lub bardziej przypadkowo znajdujące się tam owady stały się specjalnym przysmakiem tych ryb. Jednak wobec takiego feleru, że sumy generalnie mają pyski otwarte ku spodowi ciała, wiele pradawnych giętkozębów przypłaciło te łatwe posiłki życiem, przykuwając jasnym brzuchem uwagę rybożernych stworzeń czyhających nad wodą. Prostszą ścieżką ewolucyjną okazało się wyselekcjonowanie odmienności barwnych niż przebudowa paszczy, więc z pokolenia na pokolenie te rybki stawały się coraz ciemniejsze na brzuchu.

Synodontis nigriventis
Synodontis nigriventris, opaczek

W polskiej akwarystyce ryba ta nosi wdzięczną nazwę „opaczek” bo istotnie prawie wyłącznie pływa brzuchem do góry i w takiej pozycji odpoczywa, schowana pod korzeniami, w grotach i podobnych kryjówkach.

Zwyczaj odpoczywania do góry brzuchem (ha ha) jest też udziałem innych sumów, na przykład akwariowych „glonojadów” vel zbrojników. Jednak te ryby pływają grzbietem do góry, choć istnieją przekazy ustne o osobnikach, które na modłę opaczków pożywiają się karmą sypaną na powierzchnię wody. Czyżby nowy trend ewolucyjny?

Tomasz Kijewski

Zdjęcie w nagłówku przedstawia giętkozęba wielkopłetwego, Synodontis eupterus i pochodzi z biblioteki Wikimedia.

Jeśli chcesz wiedzieć więcej:

Blake RW, Chan KH: Swimming in the upside down catfish Synodontis nigriventris: it matters which way is up; Journal of Experimental Bilogy 2007

Lechner W. i inni: Ontogenetic development of auditory sensitivity and sound production in the squeaker catfish Synodontis schoutedeni. BMC Biology, 2010

Bardzo sympatyczny opis giętkozęba czarnobrzuchego znajduje się w IV tomie książki Nauka świata Dysku. (Terry Pratchett, Jack Cohen, Ian Stewart)