Takie jaja

Jak na tak wielką i zróżnicowaną grupę, ryby mają zaskakująco niewiele fantazji w kwestii jaj. Owszem, w ilość poszły z impetem. Niektóre ryby produkują w czasie tarła miliony ziaren ikry, na przykład dorodna samica dorsza nawet 9 milionów. Przeważnie ziarna ikry mają mniej niż centymetr, a rekordzistą pośród kostnoszkieletowych jest zębacz pasiasty Anarhichas lupus z wynikiem 6mm.

1200px-Anarhichas_lupus_Brest wiki
Zębacz pasiasty składa największe ziarna ikty pośród ryb kostnoszkieletowych. Zdjęcie z Wikomedia

Wyróżniają się tutaj ryby chrzęstnoszkieletowe, spośród których niektóre produkują jaja o wielkości 35cm (rekin wielorybi), a potrafią wyprodukować za jednym razem zaledwie dwa (choć większość gatunków produkuje co najmniej setki jaj). Fantazyjność rekinich jaj bierze się stąd, że deponowana ikra zamknięta jest w przestronnych osłonkach, które są przyczepiane, przyklejane pod wodą bądź swobodnie dryfują po powierzchni morza. Rekord rekina wielorybiego nie jest oszukany, gdyż jest to rozmiar „gołej” komórki jajowej, która cały proces rozwoju przechodzi bezpiecznie ukryta w drogach rodnych rekiniej mamusi a na świat przychodzi gotowe maleństwo około półmetrowej wielkości.

shark-egg-case listverse
Embrion rekina w osłonce jajowej. Zdjęcie z domeny publicznej Listverse

Żyworodność (jajożyworodność) dość często spotykana jest u ryb, o czym doskonale wie każdy akwarysta – bo chyba każdy akwarysta miał kiedyś gupiki lub inne rybki piękniczkowate. Należy przy tym podkreślić, że ciało matki stanowi jedynie osłonę i nie jest połączone z zarodkiem żadnym rodzajem łożyska, chociaż bywa, że larwy żywią się wewnątrz matki nie zapłodnionymi jajami, rodzeństwem lub specjalną wydzieliną jajników.

Jaja ryb są bogate w żółtko, często też wyposażone są w kroplę tłuszczu, która pomaga utrzymywać je w toni wodnej, o ile dany gatunek nie składa jaj na dnie bądź nie przykleja ich do różnych przedmiotów. Generalny brak ochrony ikry kompensowany jest jej liczebnością, co, szczególnie w warunkach istnej orgii na tarlisku, jest w stanie nasycić wszystkie drapieżniki i zapewnić przetrwanie dostatecznej liczbie jajeczek. Inną strategią jest ochrona ikry wielkimi ilościami śluzu, ale powszechne i dość spektakularne są obyczaje opierające się na aktywnej ochronie jajeczek, czego przeważnie podejmuje się samiec. U niektórych gatunków ryb ikra ma lepką błonkę, która przykleja się do roślin wodnych lub dna. Ziarna ikry są rozproszone lub zlepione ze sobą tworząc nieraz kilkumetrowe sznury lub taśmy.

embrion guppy Nikon smallworld Samuel Silberman
Gupiki są jajożyworodne, ale zdarza się, ze samica wydala (rodzi?) nie w pełni rozwinięte larwy. Na zdjęciu widać woreczek żółtkowy. Zdjęcie nagrodzone w konkursie Nikon smallworld © Samuel Silberman
Oryzias latipes Nikon smallworld Alex H Griman
Rozwijające się jaja ryżanki japońskiej Oryzias latipes przyklejone do rośliny. Zdjecie nagrodzone w konkursie Nikon smallworld © Alex H Griman

Rybie jaja stanowią luksusowy towar spożywczy. Kawior czarny, pozyskiwany z kilku gatunków jesiotrów jest najbardziej pożądany, ale na rynku spotyka się także ekstremalnie drogi „złoty” pozyskiwany z jesiotra perskiego i siewrugi. Najdroższy jest kawior biały (diament) pozyskiwany w Iranie z albinotycznej bieługi i osiągający cenę 25000$ za kilogram*.

almas_caviar
Wszystkim czytelnikom życzymy, by mieli możliwość cieszyć się smakiem diamentowego kawioru. Zdjęcie ze strony mostexpensivethings.com

W naszych sklepach spotkamy najczęściej czerwone lub pomarańczowe jaja ryb łososiowatych (gorbusza, nerka), złociste pozyskiwane z pstrągów albo barwioną na czarno ikrę gromadnika lub zająca morskiego (taszy), tzw. kawior niemiecki.

W procesie intensywnej produkcji kawioru z jesiotra opracowano metody pozwalające oszczędzać ryby utrzymywane w akwakulturach. Po badaniu USG, samice zawierające dojrzałe jaja nie są patroszone, tylko masowane by pozbyły się ikry i wpuszczane powrotem do basenów lub stawów hodowlanych.

* Na cenę kawioru „diament” może mieć wpływ opakowanie. Puszki są ze złota.

Agnieszka Kijewska

Tomasz Kijewski

Żródła:

Wikipedia

Musick J.A. and J.K. Ellis. 2005. Reproductive Evolution of Chondrichthyes. pp. 45-79. In: Reproductive Biology and Phylogeny of Chondrichthyes: Sharks, Batoids and Chimaeras. William C. Hamlett. ed. Science Publishers, Inc. Plymouth, U

Zdjęcie w nagłówku zdobyło nagrodę w konkursie Nikon smallworld © Jaime Gómez-Gutiérrez.

Żabnicokształtne

Ryby głębinowe są dziwne niejako z definicji. Życie na głębokości 1000 metrów toczy się w ciemnościach i ciśnieniu rzędu 100 atmosfer. Z tą ciemnością to lekko przesadziłem, bo ten podwodny świat rozbłyskuje światełkami, które noszą na sobie żyjące tam stworzenia. Rzadko jednak, jeśli w ogóle, te światełka mają na celu organizację randki jak u lądowych zwierząt. W głębinach błyski i latarenki są wabikami zdobyczy, dla których porzekadło „podążaj ku światłu” ma bardzo dosłowny wydźwięk. Ale o świeceniu przeczytacie wkrótce w osobnej notce, a dziś zerknijcie tylko na żabnicę Caulophryne jordani, która zrobiła ostatnio sporą karierę dzięki unikalnemu filmowi nagranemu 800 metrów pod powierzchnią Atlantyku, w rejonie Azorów. Nie mogło go zabraknąć na tym blogu.

Długie wypustki są właśnie narządami świetlnymi, ale nie mniej interesująca jest istota przyczepiona do brzucha tej ryby. Od 18. sekundy widać ten twór, który jest samcem dozgonnie poślubionym swojej wybrance. Jest samcem – to trochę dużo powiedziane. Póki pływał swobodnie, w pełni zasługiwał na miano ryby, ale gdy tylko znalazł wybrankę i wgryzł się w jej ciało (nikt nie widział czy zaloty tych ryb są pełne przemocy, czy romantyzmu), zaczął przeistaczać się w pasożyta, zatracając właściwie wszystkie swoje narządy, oprócz jąder które robią co do nich należy by zapewnić ciągłość rodu. Samice tego i innych gatunków żabnic nie są monoandryczne. Wyławiano takie, które miały po kilku „mężów” wrośniętych w ciało.

Zapraszam na film.

 

Zdjęcie w nagłówku przedstawia kadr z filmu. © Rebikoff-Niggeler Foundation

Tomasz Kijewski

Rybka niewidka

Trudno o lepszy sposób umknięcia uwadze drapieżnika, jak niewidzialność. Efekt ten można uzyskać na kilka sposobów, choćby przyjmując teksturę i fakturę otoczenia, bądź zagrzebując się w podłożu. Ale co mają począć ryby, których otoczeniem jest toń wodna? Jaki jest uniwersalny sposób na niewidzialność? Żeby odpowiedzieć na te pytania wypada najpierw umówić się co do znaczenia widzialności, czy – poprawnie mówiąc – widoczności. To co widzimy jest to ta część światła, która odbija się od obiektu i nabiera przy tym cech stanowiących informację o tym obiekcie, jak rozmiar, kształt i długość fal przez ten obiekt nie pochłoniętych, czyli barwa.

Zatem żeby stać się niewidocznym, być może wystarczy zmienić parametry odbicia. Środowisko wodne daje lepsze ku temu warunki niż powietrze dzięki kombinacji względnie słabszej przejrzystości (poniżej 800 metrów jest zero światła) oraz przez spolaryzowanie światła. Oznacza to, że przenikanie światła przez powierzchnię wody odsiewa niejako fale świetlne o określonym, khm, kącie falowania*. Wykorzystanie zjawiska polaryzacji sprowadza się do ulokowania w skórze substancji dobrze odbijającej światło. Taką substancją jest krystaliczna guanina, jeden z nukleotydów budujących DNA. Pionowe ustawienie guaninowych lusterek w skórze i zachowanie między nimi odstępów 125 nanometrów, sprawia że ryba staje się w znacznym stopniu niewidoczna. Gdy skierujemy na nią światło z innego kierunku, zobaczymy srebrzysty bok. To dlatego, wykonując nagłe zwroty lub pokładając się, rybom zdarza się błyskać.  Jeżeli do tego ryba jest mocno spłaszczona bocznie, jak Selene brevotii albo silver moonfish, efekt niewidoczności zostanie wzmocniony.

LaRochelle silvermoonfish
Selene brevoortii – całkowicie pokryta guaniną i maksymalnie spłaszczona. © Tomasz Kijewski

Machlojki z polaryzacją są niezłe i dosyć łatwe w użyciu, jednak prawdziwa niewidoczność to sztuka polegająca na przepuszczeniu przez ciało światła tak skutecznie, żeby drapieżnik nie dostrzegł bądź nie rozpoznał ryby. I ta sztuczka udała się całkiem sporej liczbie gatunków, choć specjalistami są przedstawiciele dwóch dosyć odległych od siebie rodzin Przezroczkowate oraz Łapszowate.  Larwy licznych gatunków również są w znacznym stopniu przezroczyste, jak choćby Pokolcowate, które w dorosłym stadium są bajecznie kolorowe. Na larwy węgorzy mówi się „szklaki” zupełnie nie bez powodu. Nawiasem mówiąc, do końca XIXw. uważano przejrzyste larwy węgorzokształtnych za odrębny rodzaj ryb o nazwie Leptocephalus.  Wśród ryb, które nie mają niczego do ukrycia jest też babka Aphia minuta,  sumik szklisty, a także tetra meksykańska w swojej odmianie jaskiniowej.

flatfish__large
Larwa ryby płastugowatej
LeptocephalusConger wikimedia
Leptocephalus; larwa węgorza. Źródło: Wikimedia

Pierwszy krok do niewidoczności to pozbycie się pigmentacji. To akurat jest stosunkowo łatwe. Dużo więcej ewolucyjnego zachodu wymaga taka konstrukcja mięśni, by włókna kurczliwe miały utkanie jak najmniej rozpraszające światło. Dalej – hemoglobina. Ryby pozbawione tego białka mają przezroczystą krew, ale są w stanie żyć tylko w lodowatych, dobrze natlenionych wodach. Przezroczyste larwy jeszcze nie zaczęły wytwarzać hemoglobiny. Jak Przezroczkowate, albo wspomniana babka poradziły sobie z tym problemem – nie udało mi się znaleźć żadnej odpowiedzi, jednak większość dorosłych przezroczystych ryb jest jednak nieco różowa. Trudna do ukrycia jest także zawartość brzucha, i nie tylko treść pokarmowa stanowi problem optyczny, ale właściwie każdy z narządów wewnętrznych. Dlatego trzewia przezroczystych ryb są opatulone warstewką bogatą w krystaliczną guaninę, bądź zwyczajnie białawe velum otrzewnej. Odpowiednio cienkie elementy szkieletu również są dość przejrzyste – i oto mamy rybę niedostrzegalną dla drapieżników.  Tylko z oczyma nie da się nic zrobić. Tamtejsze barwniki są niezbędne w procesie widzenia.

yellow-tang-larvae-70-days pokolec Chad Callan
Larwa pokolca w wieku 70 dni. © Chad Callan. Zdjęcie pochodzi ze strony reefbuilders.com

Zdjęcie w nagłówku przedstawia parę larw babek i zdobyło pierwszą nagrodę na konkursie fotografii podwodnej w Miami w 2011r. © Tobias Friedrich

Do powstania tej notki wykorzystano materiały z Wikipedii, Petpublications i Fishbase.

Agnieszka Kijewska

Tomasz Kijewski

Trening czyni mistrza

Pamiętacie strumieniaka marmurkowego, rybkę która lubi żyć poza wodą? Naukowcy jej nie odpuszczają. Właśnie ukazała się publikacja opisująca mechanikę skoków jakie wykonują strumieniaki i zmiany anatomiczne, jakie w związku z tymi skokami u nich następują. Zespół badaczy z Uniwersytetów w Alabamie USA i Kornwalii UK wykazał na drodze eksperymentalnej, że im starszy osobnik, tym skacze dalej. Większość młodych ryb skacze dwie do trzech długości ciała, a starsze osobniki przeciętnie o pół długości dalej. Rekordzista, w kasie wiekowej 4 lat, skoczył na odległość 12 długości. Badania anatomiczne ujawniły wyraźne zmiany w strukturze końcowego odcinka kręgosłupa i zagęszczenie promieni płetwy ogonowej u starszych i dalej skaczących ryb.

W notce prasowej poświęconej tym badaniom możecie znaleźć film pokazujący sposób w jaki te ryby skaczą.

Jeśli chcecie wiedzieć wszystko o mechanice skakania strumieniaka marmurkowego:

Styga J.M. i inni : Ontogeny of the morphology‐performance axis in an amphibious fish (Kryptolebias marmoratus); Journal of Experimental Zoology Part A: Ecological and Integrative Physiology 2018

Obrazek w nagłówku jest kadrem z polecanego wyżej filmu. © Ben Perlman i Nickolay Hristov

 

Tomasz Kijewski

Życie seksualne gupików

Nie jest żadną niespodzianką, że w procesach ewolucyjnych wielkie znaczenie mają cechy i zachowania związane bezpośrednio z rozrodem. Ten schemat ewolucyjny określa się pojemnym terminem „dobór płciowy”. W skrócie, rzecz polega na sprzężeniu jakiejś cechy z gatunkowo pojmowaną atrakcyjnością seksualną, przy czym ta cecha jest sama w sobie neutralna lub nawet obniżająca zdolność przeżycia, a jednak podnosi znacząco sukces reprodukcyjny.

Bywa także, że cecha podlegająca doborowi płciowemu ma pozytywną wartość selekcyjną, czego przykładem jest ludzki mózg. Tak przynajmniej uważają niektórzy antropolodzy, głosząc, że zwiększanie kompetencji umysłowych sprzyjało nie tylko przeżyciu, ale podnoszeniu statusu w grupie i co za tym idzie większemu powodzeniu u płci przeciwnej. Mózg gra rolę w procesach doboru płciowego także u ryb, chociaż połączenie jest cokolwiek zaskakujące. Sprawa dotyczy ryb piękniczkowatych, czyli popularnych gupików, molinezji, mieczyków oraz gambuzji pospolitej. Te gatunki są jajożyworodne i rozmnażają się przez cały rok. Mówiąc bez ogródek – samce obsesyjnie starają się zapłodnić jak największą liczbę samic. Do tego celu służy im przekształcona w rurkę para płetw odbytowych, tzw. gonopodium. Tymczasem samice starają się ustrzec przed nachalnymi zalotami, co w kontekście doboru płciowego daje pozytywne sprzężenie ze zwinnością. W tej zabawie w „łapać króliczka” liczy się także coś jeszcze – mianowicie długość (a jednak!) gonopodium.

W eksperymencie przeprowadzonym przez zoologów z Uniwersytetów w Sztokholmie i australijskim Canberra, przeprowadzono przez wiele pokoleń selekcję samców pod kątem długości gonopodiów. W każdym pokoleniu dzielono samce na grupy z najkrótszymi i najdłuższymi gonopodiami. Okazało się, że samice z grupy, w której były lepiej wyposażone samce, miały większe mózgi niż w grupie porównawczej. Nie zaobserwowano przy tym różnic w średniej wielkości mózgu wśród samców z obu grup. Pokazuje to, że ucieczka przed nachalnym absztyfikantem wymaga więcej sprytu niż samczy pościg za pokusą nie do odparcia.

Poecilia reticulata hristo Hrlslow
Jedna z hodowlanych odmian gupika – samiec. Zdjęcie znalezione w pinterest.

Nie chciałbym jednak wywołać wrażenia, że piękniczkowate realizują strategię rozrodczą wyłącznie na zasadzie gwałtu. Samice dokonują wyborów według określonego klucza. Potencjalny partner musi wykonać poprawnie i z werwą specjalny taniec, prezentując wygięte w łuk ciało z rozpostartymi wszystkimi płetwami i podrygując, opływać wybrankę. To daje samicy możliwość oceny kondycji i kolorystyki zalotnika. Przyjrzyjmy się gupikom. Akwarystom udało się wyhodować wiele barwnych odmian tych rybek, jednak najbardziej atrakcyjne dla samic są te samce, które mają dużo koloru pomarańczowego, wzmocnionego przez kontrastowe plamki. Wykazano też w innym eksperymencie, że samice obdarzone mniejszymi mózgami nie zawracały sobie głowy wybieraniem partnera. W eksperymentach, w których łączono samice z samcami wybarwionymi w różnym stopniu, zaobserwowano, że jeżeli samica dopuści samca wybarwionego, to kolejny amant (gupiki są bardzo wyzwolonymi rybkami) powinien być przynajmniej tak samo wybarwiony, jeśli chce liczyć na udaną randkę. Wyobraźcie sobie – ktoś siedział przed akwarium i rejestrował setki razy która rybka z którą, oraz przez ile czasu. Taki eksperyment miałby nikłą wartość naukową, gdyby nie druga jego część, polegająca na eksponowaniu samic na niskie stężenia Trenbolonu. Ten steryd anaboliczny zrobił „karierę” w klubach kulturystycznych i pośród hodowców zwierząt rzeźnych. Dziś jego użycie inne niż w praktyce klinicznej jest w wielu krajach zakazane. Lek ten został wybrany do eksperymentu jako reprezentant całej grupy sterydów, które trafiają do ekosystemów wraz ze ściekami. Obecność tych substancji skutkuje ograniczeniem płodności, zaburzeniami rozwoju gonad, a nawet zmianą płci samic u tych gatunków ryb, które nie mają transseksualizmu w zwyczaju. W układzie eksperymentalnym samice gupików przebywały przez 21 dni w wodzie z Trenbolonem w koncentracji 2ng/l. (dwa gramy na kilkaset basenów olimpijskich). Ryby potraktowane w ten sposób nie miały ochoty na seks. Spędzały z samcami dwukrotnie mniej czasu i nie robiło im żadnej różnicy, czy amant jest pomarańczowy, czy też nie. Zastosowane w eksperymencie stężenie sterydu było zbliżone do tego, jakie spotyka się w zanieczyszczonych ściekami komunalnymi naturalnych zbiornikach. Niestety, eliminacja tego typu zanieczyszczeń, i mam na myśli wszelkie leki, jest niezwykle trudna.

Ciąg dalszy opowieści o gupikach tutaj.

Zdjęcie w nagłówku przedstawia samca i samicę gupików w kolorystyce „dzikiej”. Zdjęcie pochodzi z Wikimedia.

Tomasz Kijewski

Jeśli chcesz wiedzieć więcej:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pawie_oczko

Buechel S. D. i inni: Artificial selection on male genitalia length alters female brain size; Proceedings of the Royal Society 2016; DOI: 10.1098/rspb.2016.1796

Tomkins P. i inni: An endocrine-disrupting agricultural contaminant impacts sequential female mate choice in fish; Environmental Pollution 2018

Akiho Ida i Kenji Karino: Changes in Mate Preferences by Female Guppies: Effects of Male Phenotypes and Female Age; Zoological Science 2017

Corral-López A. i inni: Female brain size affects the assessment of male attractiveness during mate choice; Science Advances 2017

Najciemniejsze miejsce na Ziemi

Przypominam wpis ze stycznia 2015 roku.

I nawet nie chodzi o to, że nie dociera tam światło, bo jest równie ciemno co w jaskiniach czy w oceanicznym abysalu. Rzecz w tym, że aby z tego miejsca dopłynąć do pierwszego promyka światła należy pokonać 850km oceanicznej toni, albo przewiercić się przez ¾ kilometra antarktycznego lodu. Taka bowiem jest grubość lodowca szelfowego Rossa, który na południe od Nowej Zelandii pokrywa powierzchnię Oceanu Południowego na obszarze porównywalnym do Hiszpanii i uwalnia góry lodowe nawet wielkości Cypru. Otóż badacze postanowili przekonać się jak gruby jest ten lód i oszacować tempo topnienia od spodu, które jest o tyle niebezpieczne, że przyspiesza zsuwanie się lodu z przyległego rejonu Antarktydy. Gdy już przewiercili się przez niemal 800 metrów lodowca, kamery zdalnie kierowanego batyskafu przekazały obraz podmorskiej pustyni. Zaraz… proszę wyostrzyć obraz…  wielkooka, przezroczysta rybka kilkunastocentymetrowej długości z zaciekawieniem i niedowierzaniem przyglądała się aparatowi. W ciągu dnia napotkano jeszcze kilkadziesiąt ryb tego i dwóch innych gatunków, jak również krewetkowate skorupiaki i kilka innych bezkręgowców. Wszyscy naukowcy marznący na powierzchni lądolodu spodziewali się ekosystemów o charakterze mikrobiologicznym z uwagi na znikomy dopływ życiodajnych składników, którymi mogłyby żywić się zwierzęta. Modele prądów oceanicznych w tym rejonie pozwalają przypuszczać, że woda z naświetlonej części Oceanu dociera tam przez około 7 lat, więc powinna być bardzo dobrze wyczyszczona z wszelkich smakowitości. Tymczasem dopływ materii uwalnianej przez lód okazuje się wystarczający dla podtrzymania tam ekosystemu.

Życie to jednak twardziel.

wiercenie
Ilustracja pokazuje miejsce gdzie dokonano wiercenia. Długość lodowca szelfowego bez zachowania skali.

 

Aż dziwne, że zespół geofizyków, glacjologów i mikrobiologów do dziś nie opublikował tej ichtiologicznej rewelacji. Doniesienia o tych rybach znalazły się jedynie w serwisach popularnonaukowych takich jak Scientific American, Livescience, National Geographic, z których czerpałem informacje.

 

Badania były prowadzone w ramach międzynarodowego konsorcjum naukowego The Whillans Ice Stream Subglacial Access Research Drilling (WISSARD). Stamtąd pochodzą ilustracje. http://www.wissard.org

 

Tomasz Kijewski

Big Data

Przedstawiam garść informacji o ewolucji pielęgnic afrykańskich, zwanych pyszczakami. Notka powstała przez połączenie i edycję notek sprzed roku i dwóch lat.

Narzędzia pracy genetyków zmieniają się w tempie trudnym do pojęcia dla osób nie związanych z profesją. Pierwsze sekwencjonowanie ludzkiego genomu trwało 13 lat i pochłonęło kilkaset milionów dolarów dla surowych odczytów, a według maksymalnej wyceny – miliard $ dla uzyskania kompletnego wyniku w 2006 roku. Dziś dla takiego projektu czas liczy się w tygodniach, a wydatek sięga rzędu kilkunastu tysięcy złotych. Nic więc dziwnego, że wszyscy badacze korzystają z tych technik, zawalając dyski terabajtami danych, a zajmujące całe hale klastry komputerowe składają i porównują otrzymane sekwencje dla najrozmaitszych gatunków zwierząt i roślin. Nazwa tego typu badań jest bardzo dosłowna: „Big Data”. Takie studium zmienności setek osobników danego gatunku czy grupy gatunków otwiera nowe obszary wiedzy zarówno o sposobie działania organizmów, jak i o procesach ewolucyjnych. Bywa, że ktoś powie „ta odmienność pojawiła się w populacji jakieś 5000 lat temu, dzięki przypadkowemu przeniesieniu migranta z tego-a-tego odległego miejsca” – i nie jest to anegdota ani czcza spekulacja.

 

Wyniki takich badań genomu dla afrykańskich pielęgnic ukazały się w topowym czasopiśmie Nature przed rokiem. Big Data w tym przypadku nie odnosi się do sekwencjonowania całych genomów, ale do kilku milionów nukleotydów w wybranych miejscach genomu 100 gatunków tych ryb, z których każdy reprezentowany był przez kilkadziesiąt osobników. Projekt miał wyjaśnić mechanizm spektakularnej radiacji ewolucyjnej afrykańskich pielęgnic, która w ciągu niecałych 200 tysięcy lat wygenerowała setki gatunków.

MalawiCichlidPoster chilidexpress
Oba plakaty pochodzą ze strony chilidexpress.com
LakeTanganiykaPoster
Oba plakaty pochodzą ze strony chilidexpress.com

Czytaj dalej „Big Data”