Niedosłuch łososi

Jaka jest przyczyna niedosłuchu hodowlanych łososi i dlaczego warto się tym zająć.

Konflikt między korzyściami dla ludzi a środowiskiem wydaje się problemem nieusuwalnym. Mimo to podejmuje się działania mające na celu zapewnienie hodowanym zwierzętom możliwie najlepszych warunków życia. Wszystkie działania podejmowane w celu poprawy dobrostanu zwierząt hodowlanych można zamknąć w regule „pięciu wolności”:
– Wolność od głodu, pragnienia i niedożywienia poprzez zapewnienie dostępu do świeżej wody i pokarmu, który utrzyma zwierzęta w zdrowiu i sile.

– Wolność od urazów psychicznych i bólu poprzez zapewnienie odpowiedniego schronienia i miejsca odpoczynku.

– Wolność od bólu, ran i chorób dzięki zapobieganiu, szybkiej diagnozie i leczeniu.

– Wolność do wyrażania naturalnego zachowania poprzez zapewnienie odpowiedniej przestrzeni, warunków i towarzystwa innych zwierząt tego samego gatunku

– Wolność od strachu i stresu poprzez zapewnienie opieki i traktowanie, które nie powoduje psychicznego cierpienia zwierząt.

 

Zasady te wprowadzane są także w akwakulturach i stanowią przyczynek do badań opisujących niedoskonałości systemów hodowlanych i poszukiwań radzenia sobie z tymi problemami. W wielu przypadkach dbałość o dobrostan zwierząt skutkuje poprawieniem jakości produktu, o czym mogliście przeczytać w notce na temat akwakultur. Jednak nawet te czynniki, które nie wydają się obniżać wartości mięsa, stają się przedmiotem programów badawczych. Jedna z tych kwestii dotyczy słuchu łososi. Stwierdzono bowiem, że niemal wszystkie hodowlane łososie mają zdeformowane otolity, które pełnią u ryb funkcję kostek słuchowych.* Deformacje te, jak oceniono, wpływają na osłabienie słuchu mniej więcej o połowę. Od lat 60. ubiegłego wieku, gdy po raz pierwszy zauważono ten problem, nie dbano specjalnie o tę dysfunkcję wobec faktu, że hodowle nie należą do cichych miejsc, więc niedosłuch prawdopodobnie obniża stres ryb.

otolity salmon Tormey Reimer
Porównanie otolitów z łososi w tym samym wieku. Z lewej strony forma prawidłowa. Zdjęcie autorstwa Tormey Reimer, University of Melbourne

 

Jednak ktoś zwrócił uwagę na fakt, że ten stan rzeczy narusza trzecią z pięciu „wolności” i należy się tym zająć. Nie mniej istotne okazało się że narybek ras hodowlanych, którym usiłuje się wzmacniać naturalne populacje, również bywa dotknięty niedosłuchem.** Zauważono przy tym, że skłonność do upośledzenia słuchu nie ma charakteru dziedzicznego, a jest wynikiem stymulacji wzrostu ryb i ich dietą. Narybek łososi jest wychowywany w naziemnych (słodkowodnych rzecz jasna) basenach, gdzie ryby karmione są intensywnie, temperatura jest podniesiona do 13°C, a dla poprawienia apetytu i powstrzymania dojrzewania płciowego utrzymuje się oświetlenie przez całą dobę. Wychowywane w taki sposób ryby dzikie nabywają deformacji otolitów, a złagodzenie tych warunków sprawia, że odmiany hodowlane w znacznie mniejszym stopniu (29 vs 90%) doświadczają ubytku słuchu. Trudno w tej chwili orzec, czy ewentualna poprawa słuchu poprawi dobrostan łososi hodowlanych, ale dla programowego odnawiania naturalnych populacji może to mieć istotne znaczenie.

Salmon-eating-fish-larvae Fishbio com
Młodociany łosoś przyłapany na posiłku z łożonym z narybku innych ryb. żródło: Fishbio.com
Nutreco fish feed
Paleta pasz Nutrico dla akwakultur. Zdjęcie ze strony producenta.

* Zdeformowane otolity zbudowane są z vateritu, który jest inną odmianą węglanu wapnia niż aragonit budujący normalne otolity.

** Młodociane łososie z hodowli mają od 10 do 20 krotnie mniejsze szanse na przeżycie w środowisku naturalnym.

Tomasz Kijewski

Źródełka:

T. Reimer i inni: Rapid growth causes abnormal vaterite formation in farmed fish otoliths; Journal of Experimental Biology 2017

Wikipedia

Compassion in World Farming; www.ciwf.pl

University of Melbourne; https://pursuit.unimelb.edu.au

Zdjęcie w nagłówku przedstawia larwy łososi. Źródło: National Park and Preserve Alaska

Tasza, pomocnik w akwakulturze

Ludzie w różnych obszarach swojej działalności wykorzystują rozmaite organizmy. Doskonale wszyscy wiemy o psach, drożdżach, sokołach, czy bakteriach kwasu mlekowego, a tymczasem do tego zacnego grona dołączyła ryba z rodziny taszowatych, zwanych też niewiadomo dlaczego, zającami morskimi.

Taszowate to grupa ryb złożona z 27 gatunków, z których ledwie kilka przekracza pół metra długości. Ich charakterystyczną cechą jest struktura – jak się okazuje dość popularna wśród ryb – powstała z przekształcenia płetw brzusznych przyssawka. Dzięki niej łatwiej jest żyć w strefie przybrzeżnej. Czasami spotyka się te baryłkowate ryby jak czekają na przypływ przyssane do kamieni.

Jak wiele innych ryb, samce zakładają gniazda i strzegą potomstwa przez kilka tygodni, a mają płetwy pełne roboty, bo samica składa jednorazowo nawet 350 000 ziaren ikry.

Jeden z mniejszych gatunków taszy, Eumicrotremus orbis, po angielsku Pacific spiny lumpsucker został bardzo doceniony przez Norwegów, którzy masowo hodują łososia. Z dobrodziejstw tych hodowli zwykły korzystać, oprócz ludzi, także drobne morskie widłonogi, które odkryły akwakultury jako fantastyczne źródło pokarmu, chociaż w naturze nie gustują w łososiach. I właśnie do walki z nimi zatrudniono tasze, które ochoczo żywią się tym tałatajstwem. I nie jest to nowy wynalazek, bo tasze zastąpiły w tej roli ryby wargaczowate, które niezbyt dobrze czuły się w chłodnych norweskich wodach.

Tomasz Kijewski

Źródełka

Scientific American

Theconversation com

Qz com

Fishbase

Akwakultury

Laserowe blastery i roboty pomagają w hodowli łososi.

Zmiany i zniszczenia jakie udało się naszemu gatunkowi wprowadzić na Ziemi w znacznym stopniu są pochodną zapotrzebowania na żywność. Nawet jeśli udałoby rozwiązać się problemy związane z nieefektywnym jej wykorzystaniem, mówiąc wprost – z marnowaniem żywności, zapotrzebowanie rosnące wraz z populacją i redukcją ubóstwa coraz bardziej będzie obciążać ziemskie ekosystemy. Jednym ze sposobów, który został zapoczątkowany bodaj w mezolicie wydaje się intensyfikacja produkcji, czyli wprowadzanie zmian, które w celu uzyskania większej ilości pokarmów z takiej samej powierzchni użytkowej. Niestety, od czasów mezolitu do dziś, tylko nieliczni myślą o tym w kategoriach ochrony środowiska. Choć być może właśnie w naszych czasach budzi się powszechna świadomość zagrożeń i rozwijane są technologie mające na celu nie tylko maksymalizację produkcji i zysków, ale też redukcję strat przyrodniczych. A nie jest to łatwa droga.

Pozyskiwanie żywności z ryb (i owoców morza) stosunkowo niedawno dołączyło do rewolucji agrarnej. W wodach śródlądowych Chin hodowano karpia już kilkaset lat przed naszą erą, pierwsze wzmianki o hodowli omułków pochodzą z XIIIw. ale morze eksploatowano do XXw. rozwijając jedynie techniki łowieckie. Nagle uległo to zmianie. W 2012 roku wielkość światowej produkcji akwakultur przekroczyła wagowo wielkość produkcji wołowiny, osiągając 66 milionów ton. W roku 2014 było to niemal 74 mln ton, w tym blisko 50 mln ton ryb*. W tym samym roku z dzikich populacji pozyskano ogółem 93,4 mln ton organizmów morskich (ibid.). Czy dobrze to czy źle? Podwajanie produkcji akwakultur co 20 lat pokazuje istnienie mocnych czynników wspierających ten system produkcji, a nie są to jedynie czynniki ekonomiczne i technologiczne. Według oceny FAO, tylko 13% zasobów rybnych nie zostało wyeksploatowanych. Spustoszenia jakie czyni w ekosystemach morskich rybołówstwo są prawdziwą zmorą dla równowagi ekologicznej większości naszej planety. Przeławianie wybranych gatunków, przyłów – czyli niezamierzone wyławianie istot nieatrakcyjnych dla rynku, dewastacja dna przez trały, to flagowe problemy na które ratunkiem wydaje się właśnie akwakultura. A ta gałąź przemysłu spożywczego w morzach dopiero się rozwija, gdyż produkcja ryb słodkowodnych dostarcza aż 78% tonażu.

Naiwnością jednak byłoby sądzić, że jest to złoty środek na jednoczesne wykarmienie ludzkości i uratowanie ekosystemów. Takiego środka zwyczajnie nie ma i nie będzie nawet gdy zaczniemy hodować steki in vitro, czy wytwarzać odżywki w fermentatorach.

Duża farma rybna to dziesiątki, a nawet setki tysięcy ryb zgromadzonych na stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Taka masa produkuje tyle nieczystości co niewielkie miasto i firmy zakładające hodowle muszą brać to pod uwagę. Do niedawna wystarczało zbilansować liczbę ryb i intensywność przepływu wody, a w hodowlach śródlądowych (zarówno w naturalnych zbiornikach, jak i basenach) nierzadko buduje się oczyszczalnie ścieków. Farmy morskie, które w istocie są ogromnymi wolierami pływającymi w wodzie, wykorzystują prądy morskie ale też wspierane są hodowlami małży i glonów które z lubością oczyszczają wodę. Ostatnio zaczęto zakładać zautomatyzowane farmy morskie, które w przeciwieństwie do tradycyjnych mogą przepływać z miejsca na miejsce pod nadzorem GPS. Takie rozwiązanie sprzyja rozpraszaniu zanieczyszczeń, a jednocześnie pozwala naśladować naturalne szlaki migracji ryb i daje im szansę wzrostu w optymalnej temperaturze.

aquapod fish farm
Aquapod farm. Zdjęcie pochodzi ze strony producenta Innova Sea

O ile kwestia produkowanych zanieczyszczeń wymusza na hodowcach działania poprzez regulacje prawne, hodowcy zmagają się z poważnym problemem dotyczącym wykarmienia całej tej biomasy. Hodowane ryby przecież nie mają szans wyżywić się samodzielnie więc trzeba zorganizować im bardziej lub mniej naturalny pokarm. Ten bardziej naturalny i preferowany przez drapieżniki jest rzecz jasna wyławiany z niby to właśnie uratowanych ekosystemów.  Wokół praktyk połowów paszowych narastają kontrowersje i tarcia także na arenie politycznej. Wobec tego pasze dla akwakultur uzupełniane są produktami rolnymi, w szczególności soją, kukurydzą oraz przetworzonymi odpadami organicznymi (w tym także odpadami przetwórstwa rybnego). Oba rodzaje pasz uzupełniane są dodatkami zgodne z aktualnym stanem wiedzy na temat potrzeb żywieniowych ryb oraz dbałości o efektywność produkcji. Norweskie łososie suplementowane są na przykład astaksantyną (E-161) dla nadania ich mięsu pożądanego na rynku odcienia. Jednak udział soi w paszy tych ryb doprowadził do znaczącego zmniejszenia zawartości pożądanych kwasów tłuszczowych Omega-3.

We wszystkich masowych hodowlach poważnym problemem są choroby, dlatego każda hodowla – nie tylko akwakultura jest także polem walki. Wirusy, bakterie i pasożyty wielokomórkowe muszą być zwalczane metodami, które stanowią jak najmniejsze zagrożenie dla konsumentów i środowiska. Niestety, zarówno antybiotyki jak i pestycydy nie są neutralne z definicji. Bardzo groźnym pasożytem atakującym hodowlane ryby jest wesz łososiowa Lepeophtheirus salmonis. Ten widłonóg dorastający do 18mm, który wgryza się w skórę łososi i otwiera tym samym drogę dla innych infekcji, chociaż przy masowym zarażeniu, sama obecność wszy może doprowadzić do śmierci ryb. Straty spowodowane przez tego widłonoga sięgają miliarda dolarów rocznie. Wobec toksyczności stosowanych środków chemicznych, hodowcy uciekają się do pomocy innych ryb, które chętnie żywią się widłonogami. Z tego powodu Tasza, albo zając morski, Eumicrotremus orbis zrobiła karierę w hodowlach norweskich. Ale najciekawszy bodaj pomysł, będący zarazem znakiem czasu, pojawił się w norweskich hodowlach w tym roku. Jest to robot wyposażony w kamerę i laser. System obróbki obrazu wykrywa pasożyty na skórze ryb, a precyzyjnie wymierzony impuls laserowy zabija widłonoga.

https://youtu.be/e0Ul3zvWwfc

Czy ryby w akwakulturze mają się dobrze? Cóż, pewnie niewiele lepiej niż przeciętne krowy bądź kury. Ryby przystosowane do szybkiego pływania robią się w akwakulturach „budyniowate” a przy tym podatne na choroby i osłabienie przyrostu. Wobec tego rozwija się metodykę hodowli zapewniającą im więcej ruchu – najprościej zakładać farmy w miejscach o naturalnie silnych prądach, np. w cieśninach, ale opracowywane są metody polegające na sztucznym wzbudzaniu przepływu wody, turbulencjach, a nawet umieszczaniu w klatkach robotów, które skłaniałyby ryby do ruchu, zapewne metodą przeganiania a nie trenerskim autorytetem. Praktykuje się też hodowle półotwarte, będące w istocie przegrodzonymi fiordami, chociaż taka zatoka nie jest już tym samym środowiskiem, jakim była przed zajęciem przez człowieka. Coś za coś.

* przeglądając raporty FAO należy mieć na uwadze, ze „fish” oznacza tam wszelkie zwierzęta pozyskiwane z wody: mięczaki, skorupiaki, ryby, a nawet żaby. Problemy opisane w tej notce dotyczą wszystkich „fish” z tym zastrzeżeniem, że gatunki roślinożerne są mniej zależne od paszy łowionej w wodzie, a małże potrzebują znacznie mniej ruchu 😉

Tomasz Kijewski

Źródełka:

G.M. Turchini; Fish Oils, Misconceptions and the Environment; American journal of public health 2013.

M.H.G Berntssen; Carry-over of dietary organochlorine pesticides, PCDD/Fs, PCBs, and brominated flame retardants to Atlantic salmon (Salmo salar L.) fillets; Chemosphere 2011

R.L. Naylor I inni; Feeding aquaculture in an era of finite resources; Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America; 2009

M. Sprague I inni; Impact of sustainable feeds on omega-3 long-chain fatty acid levels in farmed Atlantic salmon, 2006–2015; Scientific reports 2016

2016 THE STATE OF WORLD FISHERIES AND AQUACULTURE – raport FAO: http://www.fao.org/3/a-i5555e.pdf

http://www.fao.org/fishery/culturedspecies/search/en