Na piechotę

Inwazje obcych gatunków stanowią całkiem poważny problem dla lokalnych środowisk, zarówno wodnych jak i lądowych*. Powszechnie przemilcza się fakt, że jednym z najbardziej inwazyjnych gatunków jest Homo sapiens, który do własnej inwazyjności dokłada zamierzony lub przypadkowy transfer obcych gatunków. Żeby na chwilę wyjść z wody, wspomnę tylko o nawłoci, która przez niespełna 200 lat opanowała całą Europę, o pytonach i waranach wypuszczanych z terrariów na Florydzie albo szczurach dewastujących Nową Zelandię. Czasami introdukcja nowego gatunku staje się remedium na problemy spowodowane przez introdukcję innego. Na przykład, gdy w Australii rozwinęła się hodowla bydła, pojawił się poważny problem z zagospodarowaniem produktów, które każda krowa wydala w ilości 50kg dziennie. No i ten „surowiec” był tak nieapetyczny dla miejscowych żuków, że trzeba było sprowadzić europejskie gatunki zanim by cały kontynent zaskorupiał. Ale sprowadzenie żuków to wyjątkowa okoliczność, podobnie jak sprowadzenie wirusa, który ma nękać (również sprowadzone) króliki. Od kilkudziesięciu lat Australijczycy bardzo pilnują granic swojego kraju przed obcymi formami życia, bo unikalna fauna i flora tego kontynentu okazuje się bezbronna przed każdym nowym gatunkiem.

Dobra, bierzmy się za rybkę.

Australijczycy zrobili się ostatnio jeszcze bardziej spięci, gdyż do kontynentu zbliża się fala najeźdźcy, który wydaje się niepokonany. Anabas testudineus, łaziec indyjski jest rybą z rodziny błędnikowych (labiryntowych) i występuje w całej Azji południowo-wschodniej. Dorasta do 25cm, choć przeważnie mierzy kilkanaście cm. Łaźca można spotkać w akwariach i w ich okolicach**, a inne popularne błędnikowe to gurami, wielkopłetwy, tudzież bojowniki.

Ewolucja wyposażyła ryby błędnikowe w moce specjalne pozwalające przeżyć w słabo natlenionych wodach, gdyż środowiskiem ich życia są rzeki, rozlewiska, kanały i okresowe kałuże, w których często panują warunki beztlenowe. Na przykład wytwarzają pianę, z której budują gniazda unoszące się na powierzchni wody, by ikra miała dość tlenu do rozwoju. Najważniejszą adaptacją jest narząd błędnikowy (labirynt), będący rozszerzeniem komory skrzelowej. Zadaniem tej dobrze ukrwionej struktury gęstych kanalików jest pozyskiwanie tlenu z powietrza. Żeby to było łatwiejsze, narząd błędnikowy wyposażony jest we własne mięśnie wspomagające wymianę powietrza. I byłoby już dość, ale ewolucja nie odpuszcza. Łaziec jest w stanie przetrwać nawet pół roku bez wody, zagrzebany w mule. Jeżeli jednak nie podoba mu się okolica, jest w stanie wędrować po lądzie przez kilka dni, opierając się na płetwach piersiowych i odpychając ogonem. Powiadają też, że połknięty przez drapieżnika, wytrwale podąża w górę przewodu pokarmowego, prowadząc niejednokrotnie do zadławień. Dlatego Azjaci, którzy gustują w tej rybie, uprzednio bardzo dokładnie ją zabijają. A na targu rybnym jest to towar bardzo wygodny, bo bez specjalnych zabiegów dość długo utrzymuje świeżość. Ponieważ łaźce preferują wody słodkie i ewentualnie słonawe, dotychczas trzymały się kontynentu i był z tym spokój. Tymczasem, nierozważne działanie ludzi doprowadziło do kolonizacji kolejnych wysp Indonezji oraz Nowej Gwinei. Ba, znajdowano żywe osobniki w przybrzeżnych kałużach wody oceanicznej, więc wiele wskazuje na to, że krótka kąpiel w słonej wodzie nie szkodzi im zanadto. Wygląda więc na to, że czy wskutek przemytu, czy o własnych siłach, łaźce w końcu pokonają niecałe 200km Cieśniny Torresa i będą łazić po australijskich pustkowiach. Na tym filmiku możecie zobaczyć jak sobie radzą.

 

* W przypadku wszelkich gatunków inwazyjnych ryb mają, zastosowanie regulacje prawne pozwalające na nieograniczone pozyskiwanie ich (brak limitów połowowych, brak okresu ochronnego, niewymagane uprawnienia) oraz zakazujące wyrzucania złowionych osobników do wody. W Bałtyku takim gatunkiem jest babka bycza; rybacy z upodobaniem karmią nią mewy.

** Zaleca się szczelne przykrywanie akwariów z łaźcami

Tomasz Kijewski

Jeśli chcesz wiedzieć więcej:

Hitchcock G.: Climbing perch (anabas testudineus) (perciformes: anabantidae) on saibai island, northwest torres strait: first australian record of this exotic pest fish; Memoirs of the Queensland Museum 2008

Chen X.L. RNA sequencing, de novo assembly and differential analysis of the gill transcriptome of freshwater climbing perch Anabas testudineus after six days of seawater exposure; Journal of Fish Biology 2018

Fishbase

The Telegraph, 2015

Źródło zdjęcia w nagłówku.

Piękna ta bestia

Karaiby zaroiły się widowiskowymi rybami pochodzącymi z Oceanii. Jakoś nikt się nie cieszy.

Zdjęcie ze strony fishesofaustralia

Skrzydlica pstra, Pterois volitans zwana tez lionfish, albo scorpionfish jest tak piękna jak niebezpieczna. Dzięki 13 kolcom jadowym na płetwie grzbietowej (oraz trzem na płetwie odbytowej i po jednym na płetwach brzusznych) jest chroniona przed każdym drapieżnikiem. Jad który serwuje swoim prześladowcom lub nieostrożnym nurkom niszczy komórki krwi, rozkłada białka, ale najbardziej niebezpieczny jego składnik poraża przewodnictwo między neuronami i mięśniami oddechowymi oraz mięśniem sercowym. Jeden mililitr jadu zawiera nie więcej niż kilkanaście mikrogramów toksyny, a dopiero dawka rzędu 200 mikrogamów jest w stanie uśmiercić zwierzę o masie 1 kilograma. Uspokajam zatem – porcje jadu jakie zdarza się przyjąć ludziom, także od martwych ryb na stole kuchennym, powodują jedynie mdłości oraz ból skłaniający do marzeń o amputacji użądlonej kończyny i to najwyżej przez kilka dni. Rzecz jasna, osoby o większej wrażliwości mogą doznać anafilaksji.

 

Niestety, jadowity charakter tej ryby nie jest jedynym problemem. Prawdopodobnie przez niefrasobliwość akwarystów, ryba ta ze swoich tradycyjnych siedzib wśród raf Oceanii, przewędrowała do Atlantyku, gdzie jako drapieżnik wcale niemałej postury (do 50cm), wyśmienicie zabezpieczony wspomnianym jadem, sieje zniszczenie na karaibskich rafach. Jak to często bywa w przypadku gatunków inwazyjnych, nowo zdobyte ekosystemy nie są wyposażone w mechanizmy zabezpieczające przed gwałtownym wzrostem populacji intruza. Podczas badań środowiskowych określono, że  w ciągu 5 tygodni od zasiedlenia rafy przez skrzydlice, bioróżnorodność w okolicy spada o 75%. W paszczach tych ryb znika wszystko co się zmieści, od narybku po krewetki.

 

Przyznać trzeba, że lokalne drapieżniki starają się nękać najeźdźcę, jak graniki, które pokazano na filmie poniżej. Mimo to może wydawać się, że karaibskie rafy stanęły na krawędzi zagłady, chociaż ekolodzy twierdzą, że rafowe ekosystemy ustabilizują się wtórnie gdy intruzami zainteresują się jakieś pasożyty, albo po przejściu załamania ekosystemów i… zagłodzeniu skrzydlic. Tyle, że to będą już inne równowagi i jakby inne ekosystemy. Podejście „let-it-burn” w naukach ekologicznych nie jest wbrew pozorom wyklinane, chociaż nie spotyka się z ciepłym przyjęciem wśród miłośników przyrody.

 

Mimo to ludzie podejmują rozpaczliwe działania mające na celu minimalizację skutków inwazji. Dzieje się to rzecz jasna w majestacie prawa, gdyż, podobnie jak wiele innych gatunków inwazyjnych na całym świecie, karaibskie skrzydlice nie podlegają limitom połowowym i nie mają okresu ochronnego. Jednak połowy przy pomocy sieci pośród raf nie są dobrym pomysłem, choćby przez niecelowe łapanie innych gatunków. Polowanie z harpunami jest dla niektórych intratnym biznesem i świetną rozrywką, ale chyba nikt nie liczy na całkowitą eliminację inwazyjnych skrzydlic przez nurków. Chociaż w tym roku wystartował kompletnie zwariowany i zapewne wysokobudżetowy pomysł, by łapać skrzydlice przy pomocy zdalnie sterowanych dronów, które chwytają skrzydlice, które trafiają później do kuchni lub akwariów.

 

Tomasz Kijewski

Źródełka:

Scribol.com

National geographic

Fishbase

Fish index

M.A. Albins i M.A. Hixon 2013; Worst case scenario: potential long-term effects of invasive predatory lionfish (Pterois volitans) on Atlantic and Caribbean coral-reef communities; Enviromental biology of fishes

A. Sáenz i inni 2017: Comparison of biochemical and cytotoxic activities of extracts obtained from dorsal spines and caudal fin of adult and juvenile non-native Caribbean lionfish (Pterois volitans/miles). Toxicon