O mądrości wyboru

Światowy Dzień Oceanów jest okazją do zmiany nawyków przy sklepowych ladach i w restauracjach.

Doroczne wydarzenie jakim jest światowy dzień mórz i oceanów ma przypomnieć wszystkim, że ogromny wpływ na funkcjonowanie biosfery ma kondycja wszechoceanu. Także gospodarka, a w szczególności rynek spożywczy w znacznej części zależą od morza, osiągając wartość rzędu 150 miliardów dolarów w 2017 roku przy stałym kilkuprocentowym wzroście. W 2016 roku globalna wielkość produkcji spożywczej w sektorze rybackim wyniosła 151 milionów ton (w tę ilość wlicza się wszystkie pozyskane istoty wodne – morskie i śródlądowe, hodowlane i dzikie, z pominięciem ssaków, gadów oraz roślin)<fao.org>. Kolejnych 20 milionów ton pozyskano do produkcji pasz i oleju, a ponad 28mln ton stanowi przyłów*, czyli organizmy złowione w sposób niezamierzony i martwe wyrzucane za burtę. Dla porównania, w tym samym roku wyprodukowano 118mln ton wieprzowiny, 115mln ton drobiu, 69mln ton wołowiny i 14mln ton baraniny. <statista.com>

Źródło: Wikimedia

Jednocześnie szacuje się, że 33,1% stad poławianych ryb jest przełowionych, co oznacza, że dalsza ich eksploatacja z dotychczasowym rozmachem doprowadzi do zaniku tych stad, tak jak miało to miejsce w kanadzie w latach 90 ubiegłego wieku, gdy doszło praktycznie podczas jednego sezonu do załamania populacji tego gatunku, w wyniku czego ponad 35 000 ludzi straciło źródło utrzymania. Wobec braku tego drapieżnika ekosystem zmienił się w takim stopniu, ze dorsz w północno-zachodnim Atlantyku dopiero po blisko 30 latach zaczął odtwarzać swoją populację pod ścisłym nadzorem organizacji środowiskowych.

© Philippe Rekacewicz, Emmanuelle Bournay, UNEP/GRID-Arendal http://www.grida.no/resources/6067

Jak wspomniano, blisko 1/3 stad jest przełowionych, ale kolejnych 59,9% balansuje na cienkiej granicy między przełowieniem, a zrównoważoną eksploatacją, co prostym rachunkiem prowadzi do wniosku, że możemy być (póki co) spokojni o kondycję 7% światowych zasobów ryb. Co za ulga, gdyby tylko prócz przełowienia nie było innych zagrożeń takich jak zanieczyszczenie środowiska, zakwaszenie wody, czy wzrost temperatury.
Nie chcę wzbudzać paniki, ani siać defetyzmu, bo istnieją sposoby byśmy podejmując codzienne wybory wzięli udział w próbie ratowania tych ważnych zasobów. Zakładam, że o środowisko dbacie redukując ślad węglowy, sortując śmieci i unikając zbędnych jednorazowych produktów z plastiku. Pora na kolejny krok. Podczas zakupów zwracajcie uwagę na oznakowania produktów rybnych, wyszukując symbolu MSC.

Marine Stewardship Council jest międzynarodową organizacją pozarządową zrzeszającą rybaków, producentów i dystrybutorów ryb i owoców morza. Ci ludzie działając w porozumieniu z naukowcami promują zrównoważoną eksploatację zasobów morza nawet, a szczególnie tam, gdzie lokalne przepisy nie przystają do rzeczywistych zagrożeń. Firmy zrzeszone w MSC minimalizują szkody dla środowiska poprzez baczenie na stan eksploatowanych stad, podlegają regularnym audytom technologicznym, ekologicznym oraz etycznym (pracownicy tez muszą mieć odpowiednie warunki pracy) i wzajemnie pilnują przestrzegania norm dających im przywilej znakowania swoich produktów niebieskim logo MSC. Wybierając w sklepach i restauracjach produkty z takim logo możecie wywierać presję na światowy rynek owoców morza, by zwiększać ilość produktów pozyskanych z jak najmniejszym zagrożeniem zasobów i pozwolić by kolejne pokolenia miały szansę także z nich korzystać.

Źródła informacji które posłużyły do napisania ten notki ukryte są za linkami w tekście.

Bezpośrednią inspiracją były warsztaty, które odbyły sie podczas Międzynarodowych Targów Przetwórstwa i Produktów Rybnych POLFISH, które odwiedził zespół redakcyjny Ryby na Piątek.

Agnieszka Kijewska i Tomasz Kijewski

*Dane na temat wielkości przyłowu są bardzo przybliżone, ponieważ znaczna część światowego rybołówstwa nie rejestruje ilości złapanych w ten sposób zwierząt. Niektórzy zaliczają do przyłowu ofiary porzuconych zniszczonych sieci.

Zdjęcie w nagłówku: © REUTERS Pascal Rossignol